Handel narządami – nielegalne źródło dochodów i ostatnia deska ratunku dla wielu osób.
Na czarnym rynku ceny zdrowych narządów wahają się od czterech do nawet piętnastu tysięcy złotych. Wyjątkiem są nerki – ‘najwyżej’ ceniony ludzki narząd, który da się przeszczepić. Ich cena dochodzi nawet do trzydziestu tysięcy złotych (!).
Skąd taki popyt na ludzkie organy wewnętrzne? W szpitalach często czeka się nawet kilka lat. Lepiej samemu ‘załatwić’ sobie narząd. Ale wtedy trzeba też ‘dopłacić’ lekarzowi za milczenie.
Oczywiście logiczne jest, ze zawsze łatwiej zdobyć narządy dorosłych niż dzieci. Co więc zrobi zdesperowany rodzic, który szybko potrzebuje nerki? Musi ją ‘zdobyć’. Najlepiej od innego zdrowego dziecka w podobnym wieku do chorego.
To straszne, ale ostatnio coraz częściej słyszy sie o porwaniach dzieci dla organów. Porywacz ‘zagarnia’ bezbronnego trzylatka z supermarketu pełnego ludzi, wiezie do miejsca gdzie ma potrzebną aparaturę, wykonuje zabieg i ‘odstawia’ dziecko, którego do tej pory szuka juz całe miasto i okolice.
„Pewni rodzice pojechali do Ikei w Jankach razem ze swoją 3 letnią córką. W czasie zakupów córka im zaginęła. Zaczęli poszukiwania, wezwali policję. Nic to nie dało. Wrócili załamani do domu. Tam zobaczyli swoją córkę śpiącą na wycieraczce. Przy niej leżała kartka: "Wasza córka jest w narkozie. Usunięto jedną nerkę." Zrobili badania, rzeczywiście skradziono dziecku jedną nerkę...” – to jedna z wypowiedzi na forum dla mam. Taka historia powtarza się nie tylko w Ikei i nie tylko w Jankach ale i w innych supermarketach w innych miastach. Za każdym razem jest tak samo: dzieci znikają bez śladu i nikt nic nie wie, rozpoczyna sie wielogodzinne poszukiwanie które nie donosi skutku, wreszcie rodzice jadą do domu a tam na wycieraczce siedzi lub leży dziecko owinięte w koc z kartką ‘NIE MAM JEDNEJ NERKI’ lub ‘JEST W NARKOZIE. JEDŹCIE DO SZPITALA’.
Dzieci giną i odnajdują się ‘wybrakowane’ w zastraszającym tempie, i to nawet po kilka razy na dzień! 1 sierpnia 2007 dwoje dzieci poddano operacji usunięcia nerki, i nie jest to przypadkowa zbieżność. Obydwoje zniknęli w Poznańskim M1, obydwoje odnaleziono bez kartek. Następna zbieżność była 10 września 2007 – porwano dwoje dzieci, w tym jedno z bawialni. Znalazły się następnego dnia na wycieraczkach swoich domów. Jednak patrząc na statystyki nie można nie dojść do wniosku, że najwięcej zaginięć ma miejsce w sieci hipermarketów IKEA (często tych na trasie Targówek/Marki). Czy to coś znaczy, czy to tylko kolejna przypadkowa zbieżność?
Kilka miesięcy temu słyszałam tez podobną historię, dotyczącą jednak mojego rodzinnego miasta – Częstochowy. Wydarzyło się to w Auchanie - Mały chłopczyk zniknął spod opieki matki i został znaleziony nieprzytomny w toalecie z karteczką ‘RATUJCIE GO, JEŚLI CHCECIE’. Nie wiem, ile jest w tym prawdy, ale tak czy owak rodzice na prawdę powinni uważać na swoje dzieci. Nie trzeba im chyba tego powtarzać – jeszcze kilka lat temu kąciki zabaw w supermarketach były przepełnione, dziś – wiele z nich zostało przerobionych na sklepy lub stoiska. Powód? Brak zainteresowania i dzieci i rodziców.