24 stycznia odbył się wernisaż w miejskiej Zachęcie. Swoje dzieła wystawili różni artyści . Oto niektóre z nich:
B. interesujący obraz pod szkłem pt. „Dialog” autorstwa Piotra Migzy. Przedstawia on dwa półkola naprzeciwko siebie. Gdy się przyjrzymy, możemy dostrzec, że pionowe kreski otaczające dolną cześć obrazu namalowane są na szkle, podobnie jak kontur górnego półkola. Wg mnie interesująca technika i pomysł wyróżniający się spośród innych.
Kolejny wart wspomnienia obraz (również pod szkłem) to „Bo tak” Marty Budziszewskiej (plus bonus: moje odbicie ;) ). Przedstawia on kobietę trzymającą się czarnej kreski (może krawędzi czegoś?) i kota oglądającego się za siebie. Całość przedstawiona jest na żarówiasto różowym tle ;) Interpretację pozostawiam wam.

A teraz coś, co zachowałam na sam koniec – mój ulubiony, nie tylko z tych trzech, ale i z całej wystawy. Powiem więcej – dawno nie widziałam w tej galerii czegoś tak dobrego. Dzieło, które tak wychwalam pochodzi z cyklu „Wnętrze” i zostało namalowane przez Karolinę Seredyn. Na płótnie dominuje kolor czarny, biały i szary - jedyny wyjątek stanowi czerwona poręcz łóżka. Postać skulona na nim ubrana jest w białe ‘coś’ – wg mnie to coś w stylu kaftana bezpieczeństwa – a jej twarz jest równie blada jak jej osobliwy strój. Poza tym usta ma otwarte a po ogólnej mimice sądzę, ze jest przerażona czymś czego nie można dostrzec na obrazie, bo znajduje się w tym punkcie, z którego oglądamy sytuację. Dla mnie ten obraz niesie ze sobą najgłębsze przesłanie, ponieważ ten blady, przestraszony człowieczek przypomina mi trochę mnie samą. Co więcej – myślę, ze taki człowieczek siedzi w każdym z nas, bo przecież my wszyscy jesteśmy trochę odważni a trochę strachliwi. Tyle, że te swoje obawy chowamy wewnątrz siebie i nie pozwalamy im ujrzeć światła dziennego a przez to one rosną, i rosną i rosną... aż stają się małymi bladymi człowieczkami siedzącymi wewnątrz nas.