W czwartek bylismy z kilkomka osobami z mojej szkoly na filmie i w muzeum :/
Film to byl "Most do Terabithii". Nie polecam :/ Kicz w wydaniu melodramatycznym (główna bohaterka umiera pod koniec w potoku bo urywa sie lina, czyli tytułowy metaforyczny "most") + kilka naprawde zalosnych scen, w ktore uwieza tylko pieciolatki (np. dziewczyna wchodzi na pniak w lesie i drze sie "MIESZKANCY TERABITHII ODEZWIJCIE SIE" (superkicz) a wiatr zaczyna wiać z siłą tornada "Terry") i -zapewne dla uszlachetnienia filmu - morał dla dzieci - "nigdy nie huśtaj się na linie nad rwącym potokiem nawet gdyby owa lina miałaby prowadzić do magicznej krainy zwanej Terabitjią, bo mozesz spasc, udezyc sie w glowke i utonac.
Co do muzeum bylo NUDNAWO bo pokazywali nam jakies maski, totemy, wazy w ogóle dziwne to jakies bylo. A te ich figurki byly grube i mialy irokezy. Potem kazali nam sie podzielic na grupy, dali nam gline, zebysmy mogli sobie ulepic cos sami albo zlozyc gline i ulepic jedna wielka rzezbe. Ja bylam w grupie z Dorota, Olka, Paulina, Ada i Justyna. Ulepilismy jakąs figurkę i ja ją wzięłam do domu ale sie rozleciala :/ Lipa...
A to byly te maski durne ;P
Jest z nami Kamila i Krzysiek

Pozdro dla moich dziewcynek ;****